II Niedziela Wielkiego Postu
Z orędzia Ojca Świętego Leona XIV na Wielki Post 2026

„Jeśli Wielki Post jest czasem słuchania, to post stanowi konkretną praktykę, która przygotowuje do przyjęcia Słowa Bożego. Wstrzemięźliwość od pokarmu jest bowiem bardzo starożytną i niezastąpioną praktyką ascetyczną na drodze nawrócenia. Właśnie dlatego, że angażuje ciało, uwidacznia to, czego odczuwamy „głód” i co uważamy za niezbędne dla naszego utrzymania. Służy zatem rozeznaniu i uporządkowaniu „żądz”, podtrzymywaniu czujnego głodu i pragnienia sprawiedliwości, wyrywając je z rezygnacji, ucząc, by stawało się modlitwą i odpowiedzialnością względem bliźniego. (…) Chciałbym zatem zaprosić was do bardzo konkretnej i często niedocenianej formy wstrzemięźliwości, a mianowicie powstrzymywania się od słów uderzających i raniących naszych bliźnich. Zacznijmy rozbrajać nasz język, rezygnując z ostrych słów, pochopnych osądów, mówienia źle o nieobecnych, którzy nie mogą się bronić, oraz unikając oszczerstw. Starajmy się natomiast nauczyć się ważyć słowa i pielęgnować uprzejmość: w rodzinie, wśród przyjaciół, w miejscach pracy, w mediach społecznościowych, w debatach politycznych, w środkach przekazu, we wspólnotach chrześcijańskich. Wtedy wiele słów nienawiści ustąpi miejsca słowom nadziei i pokoju.”
I Niedziela Wielkiego Postu

Szlak wielkopostny – jak pisze Leon XIV w orędziu na Wielki Post – „staje się sposobną okazją, by nadstawić ucha na głos Pana i ponowić decyzję pójścia za Chrystusem”. Szlak ma nas zaprowadzić nie tyle do świąt Wielkiej Nocy, ile do życia wiecznego. Doświadczenie podpowiada, że droga nie należy do łatwych. Słuchanie Słowa, decyzja pójścia za Chrystusem plus dodatkowy ekwipunek: modlitwa, post, czyn miłości… Wszystko jest ważne. Może się przydać. W drodze pojawią się mniejsze i większe pokusy. Prorocy postępu i sukcesu za każdym zakrętem wieścić będą istnienie raju. Miejsca, w którym prawa Boże ustąpiły miejsca ludzkim. Zdobywa się go jak najmniejszym nakładem sił, sprytem i oczywiście samemu. Dla nas wierzących dotarcie do „raju – życia wiecznego” nie jest wynikiem zastosowania owych „nowoczesnych wytycznych”. Cel jaki wyznacza szlak wielkopostny i kształtowanie w czasie marszu naszego podobieństwa do Boga nie osiąga się poprzez grzech i przekroczenie zakazu, jak Ewie sugeruje wąż, lecz w relacji z Synem, który stał się człowiekiem i dokonuje dzieła zbawienia przez Krzyż.
VI Niedziela Zwykła

Jesteśmy świadkami sporu, jaki toczy się wokół „prawa”. Jego rozumienie, obowiązywalność, zastosowanie – ma się wrażenie, że bliższe jest subiektywnym poglądom, niż obiektywnej wykładni. Zawsze było osią sporu. Dziś szczególnie spór jest nabrzmiały, krzykliwy, wet za wet. I w tym wszystkim każdy ma rację… Z tym Bożym, o którym słyszymy w dzisiejszej liturgii kłopotów jest mniej. Co nie znaczy, że wszystko doskonale znamy, wiemy i nienagannie stosujemy w życiu. Tak nie jest. Też nas zaskakuje, wymaga, pozostaje niezrozumiałe, a nawet w szczegółach tłumaczone jest na różne sposoby. Uwiera jak gorset. Zamyka drogi na skróty. W opinii części społeczeństwa pozbawia życia radości, budzi niepotrzebne poczucie winy. Rozumienie Bożego prawa zmienia się, kiedy zaczynamy je czytać z poziomu serca. Kiedy bardziej niż na przepisach prawa skoncentrowani jesteśmy na Prawodawcy. Zasadność jego obowiązywalności w codziennym życiu poznajemy w spotkaniu z Mądrością, Miłośnikiem życia. Wypełnienie go gwarantuje poczucie głębokiego sensu życia i zdobycie nieba…
V Niedziela Zwykła

Owocność misji Kościoła nie zależy od sprawnie działającej administracji, pokaźnych kwot na kontach i porywających swoją nowoczesnością duszpasterskich pomysłów. Nawet nie jest zależna od tu i ówdzie pojawiających się charyzmatyków mogących pochwalić się setkami osób śledzących ich duszpasterskie poczynania w mediach społecznościowych. W misji Kościoła od początku sprawa owocności koncentruje się wokół świadectwa. W dobie utraty smaku. Braku znajomości pokarmu duchowego. Mowy, która jest karmieniem własnej pychy i tak często mija się z prawdą, potrzebujemy powrotu do początku, do autentycznego życia chrześcijańskiego. Życie pierwszych wspólnot chrześcijańskich było zwyczajne. Kolejne godziny dnia bardziej niż od zegarka zależały od modlitwy. Istotą duchowego pokarmu była Eucharystia. Smak życiu nadawały sakramenty i sakramentalia. Mowa zakorzeniona była w Bożym Słowie. To dawało impet i werwę życiu Kościoła. Wzrastał, inspirował i zapraszał. Dzisiaj owocność misji Kościoła zależy od nas. Nie ma w tym względzie taryfy ulgowej, urlopu, oglądania się na innych. Jest zadanie do wykonania…
IV Niedziela Zwykła

W duszpasterskiej posłudze Kościoła wiele form pobożności rodziło się w odpowiedzi na potrzeby życia duchowego wiernych. Niektóre praktyki modlitewne mają swój początek w objawieniach prywatnych uznanych oficjalnie przez Kościół. „Wszystkie one” mają swoją „żywotność”. Niektóre, posługując się terminologią pogodową przeżywają czas zimowy – obumierają. Dla innych zbliża się odwilż. Jeszcze inne są w chwilach wiosennego rozkwitu. Wobec każdego z dzieł pobożnościowych i duszpasterskich można zadać pytanie: czy bardziej coś się kończy, czy może jednak zaczyna… No właśnie, jak to się ma do wizyty duszpasterskiej. Jesteśmy świadkami zmierzchu tej formy duszpasterskiej, czy jednak widać jaskółki zwiastujące… Odpowiedź można wyrobić sobie na różne sposoby: czytając prasę, przeglądając internetowe doniesienia…, albo sięgając do źródła. i nie chodzi w pierwszym rzędzie o przeliczenie domów i mieszkań, w których spotkaliśmy się z Wami na modlitwie i dobrej rozmowie. Sprawa dotyka powołania, by się mu – jak pisze św. Paweł – przypatrzeć. Przyglądaliśmy się naszemu powołaniu. Widać „go” najlepiej w drugiej osobie. Dziękujemy za dar spotkań. Tych, które mobilizują do zmiany wewnętrznej i życia na miarę ewangelicznych błogosławieństw… A wizyta duszpasterska ma się dobrze!