
Owocność misji Kościoła nie zależy od sprawnie działającej administracji, pokaźnych kwot na kontach i porywających swoją nowoczesnością duszpasterskich pomysłów. Nawet nie jest zależna od tu i ówdzie pojawiających się charyzmatyków mogących pochwalić się setkami osób śledzących ich duszpasterskie poczynania w mediach społecznościowych. W misji Kościoła od początku sprawa owocności koncentruje się wokół świadectwa. W dobie utraty smaku. Braku znajomości pokarmu duchowego. Mowy, która jest karmieniem własnej pychy i tak często mija się z prawdą, potrzebujemy powrotu do początku, do autentycznego życia chrześcijańskiego. Życie pierwszych wspólnot chrześcijańskich było zwyczajne. Kolejne godziny dnia bardziej niż od zegarka zależały od modlitwy. Istotą duchowego pokarmu była Eucharystia. Smak życiu nadawały sakramenty i sakramentalia. Mowa zakorzeniona była w Bożym Słowie. To dawało impet i werwę życiu Kościoła. Wzrastał, inspirował i zapraszał. Dzisiaj owocność misji Kościoła zależy od nas. Nie ma w tym względzie taryfy ulgowej, urlopu, oglądania się na innych. Jest zadanie do wykonania…