
Qvo vadis Domine powiedział Piotr, gdy był według relacji powieści Henryka Sienkiewicza na obrzeżach Wiecznego Miasta. Kiedy usłyszał odpowiedź Chrystusa zawrócił… i pozostał do „końca”. Opuszczał Rzym nie dlatego, że pojawiły się trudności. Nie takim stawiał w życiu czoła. Uchodził z miasta, nie dlatego, że pojawiła się jakaś nowa wspólnota, która potrzebowała obecności bezpośredniego świadka wydarzeń zbawczych. Jedynym powodem decyzji Piotra był głos wspólnoty: „grozi ci śmierć”, lepiej byś „uciekł”. Więc posłuchał wspólnoty. Otworzył również serca na głos Chrystusa. I nie zawahał się – wrócił. Był do końca. Wspólnota potrzebowała Piotra. Nie tyle jego słowa. Nie cudów za jego przyczyną. Potrzebowała jego daru z siebie. Tak jest w każdej wspólnocie: rodzinnej, parafialnej, wspólnocie kościoła, nawet szkolnej – potrzebuje daru. Wtedy jest życiodajna. Wzrasta, oczyszcza się, uświęca, przekazuje wartości. Dar życia – Piotr zrozumiał słowa Mistrza „idę, by oddać życie jeszcze raz”. „Kto straci życie z Mego powodu znajdzie je”. I znalazł. Jak podaje tradycja 29 czerwca opuszczał Rzym. Złożył dar – najcenniejszy. Zapewne znów spotkał Chrystusa, któremu mógł powiedzieć „Ty wszystko wiesz…