
Grono Dwunastu Apostołów to ludzie z krwi i kości. Zdolni do heroicznych czynów i skłonni pokłócić się o błahe sprawy. Kiedy Jezus mówi o swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, Apostołowie posprzeczali się o to, kto z nich jest najważniejszy. W jakiejś mierze to rozumiemy. Każdy chciałby być ważny. Mieć rację. Pretendować to tego, by być najważniejszym. Jeszcze bardziej niż w czasach apostolskich takiej postawie „sprzyja” kultura, w której żyjemy. Dąży ona do przemieszania elementów wartościowych z bezwartościowymi. Wszystko to, co szokuje, jest dziwaczne, pstre uznawane jest za kulturową awangardę. A cóż powiedzieć w tym wszystkim o moim „ja” – ono zawsze musi być na wierzchu, pierwsze, najmądrzejsze. Cywilizacja indywidualizmu. Skupienie na sobie. To dotyka nawet naszej modlitwy. Przepowiadanie Chrystusa, chrześcijańska duchowość podpowiada antidotum na powstające napięcie między odkryciem wartości samego siebie, a popadaniem w przesadne „przechwalanie się”. Pokora – nie jest ona poniżaniem siebie, pogardą siebie, umniejszeniem. Sprowadza ona wszystko do właściwych proporcji. Człowiek pokorny wie kim jest i na co go stać. Nie wynosi się nad innych, ani się nie garbi. To pewien sposób bycia. Pokora to prawda o sobie. To patrzenie na siebie, tak jak patrzy Bóg. Wtedy człowiek w pełni rozumie ewangeliczne „zaproszenie”, by rozwijać w sobie dziecięctwo Boże.