II Niedziela Adwentu

Trzeba zadać sobie trudu, by zobaczyć blask osoby, która otwiera drzwi Adwentu. Na pewno nie jest nią biegający po ulicach krasnal z czerwoną czapką na głowie, czy też stojący w markecie „dziadek mróz”, z miną cyrkowego klauna, rozdający słodkie upominki i wrzeszczący, że to dla „grzecznych”. Na początku Adwentu Kościół w liturgii wspomina św. Mikołaja biskupa. Mikołaj to jeden z pierwszych świętych, który nie był męczennikiem – to ważny szczegół. Nie wymagano od niego heroicznego wyznania wiary w obliczu grozy prześladowań. Świętość zdobył, idąc inną drogą. Jego cudem była konsekwentna dobroć codziennego życia. Być dobrym przez całe życie. Tego cudu doświadczyli ludzie w IV wieku w osobie Mikołaja. A docierające do nas legendy o świętym są tylko odmianą tego fundamentalnego cudu. Mikołaj brał udział w obradach Soboru w Nicei w 325 roku. Sobór sformułował wiarę w prawdziwe Bóstwo Wcielonego Syna Bożego. Bóg tak bliski człowiekowi pozwala odkryć źródło prawdziwej miłości. Bez tej relacji ludzka miłość staje się pustą obietnicą. Mikołaj swoim życiem urzeczywistniał tę prawdę. I uczy jeszcze jednego. Obdarowywał nie tylko dobrych, wręcz przeciwnie tych, którzy dużo „mieli za uszami”, jeśli chodzi o moralność. Miłosierdzie polega na tym, że obdarowuje się tych, którzy na to nie zasługują. Skąd w nim takie niewyczerpane pokłady dobroci? Po prostu, chciał być dobrym tak jak ON – Jezus Chrystus.