XXVI Niedziela Zwykła

Z nostalgią powtarzamy często zdanie: „kiedyś to było inaczej…”. Inne relacje międzyludzkie. Bogatsza kultura bycia. Duszpasterstwo w rozkwicie. I czas jakoś „biegł” wolniej. Przyłączam się do „tego chóru”. I chcę powiedzieć, że słowo dawniej to było słowo. Nikt nie odwoływał. Wypełniał. Była to sprawa honoru, by za nie być odpowiedzialnym. Nie rzucano „słów na wiatr”. Prawdopodobnie czytelnicy mają podobne odczucia. Pocieszające jest, że w czasach Chrystusa było bliźniaczo podobnie. Mówiono „idę”, ale nie poszedł. Inny deklarował, że „nie idzie”, ale zameldował się w placówce pracy. O ileż świat byłby bardziej przyjazny, gdyby brano odpowiedzialność za wypowiadane słowo. Zaoszczędzilibyśmy czas. Nie musielibyśmy sięgać po melisę. Portale społecznościowe mocno by się odchudziły od zbędnych słów w komentarzach. I po prostu drugi człowiek stałby się nam bliższy. Ufam, że byłoby to dobre przygotowanie do wypowiedzi kształtującej nasze serce. W której to wypowiedzi zawarte są słowa: „Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca”.